rowerem na wydmy

obudziliśmy się o ósmej. wypiliśmy kawę, zjedliśmy śniadanie, wypiliśmy kolejną kawę i przygotowaliśmy rowery…

ruszyliśmy chodnikiem wzdłuż ulicy Nadmorskiej

kiedy chodnik się zwężył zjechaliśmy na ulicę, ruch był nieduży więc czuliśmy się bezpiecznie. przejechaliśmy przez miasteczko, między innymi przez nowo budowany deptak spacerowy, by potem zawrócić w kierunku Rąbki, skąd rozpoczyna się droga na wydmy. mijaliśmy campingi Marco Polo i Intercamp, ale nie zrobiły na nas dobrego wrażenia. mijaliśmy również park linowy, niestety jeszcze nieczynny 🙁

aż do Rąbki prowadzi ścieżka rowerowa.

za wjazd na teren parku narodowego zapłaciliśmy 15 zł (dzieci do lat 7 gratis). 3km do wyrzutni rakiet prowadzi droga z płyt betonowych, niestety dosyć wyboista. oprócz pieszych co rusz mijały nas wózki elektryczne przewożące turystów.

przy wyrzutni zrobiliśmy postój (i zjedliśmy lody).

po przejechaniu kolejnych 2,5 km ziemną drogą dostrzegamy parking dla rowerów.

parking nie jest w tym okresie strzeżony, całe szczęście mamy grube łańcuchy, możemy spokojnie udać się na spacer ku wydmom 🙂

wdrapaliśmy się na najwyższą wydmę.

dziewczyny bardzo chciały zjechać na dół po wydmie, na co naturalnie pozwoliliśmy…

jak to dzieci- nie zdawały sobie sprawy, że będą musiały wrócić na górę 😉

nie wiem skąd one brały siły, ale po wdrapaniu się na górę pobiegły ku plaży…

na plaży było dużo kamieni 🙂

pierwszy raz w tym roku zamoczyłem stopy w morzu…

w końcu poległem 😉

dziewczyny w swoim żywiole 🙂

te liny kiedyś wisiały w powietrzu, a teraz zasypuje je piasek. wydma cały czas się przemieszcza, zresztą jej nazwa (Wydma Łącka) wywodzi się od nazwy osady rybackiej, którą kiedyś pochłonęła…

zmęczeni doszliśmy do parkingu rowerowego, a przed nami jeszcze około 9 km 😉

na chwilę zatrzymaliśmy się jeszcze przy Wyrzutni Rakiet, ale uznaliśmy, że to muzeum nie jest odpowiednie dla dzieci, przynajmniej nie dla naszych 😉

na camping dotarliśmy zmęczeni. nasza Ola przejechała dzisiaj ponad 20 km, byliśmy z niej bardzo dumni.

na obiad zjedliśmy karkówkę z grilla, ta w marynacie bawarskiej nawet lepsza od czosnkowej… na kolację nietypowe hamburgery czyli cienkie białe kiełbaski w bułce z serem i rucolą wraz z ketchupem i musztardą… rewelacja!

dziewczyny w międzyczasie jeździły na rowerach, wyciągnęły mnie na zabawę z piłką, pobawiły się z zapoznaną sympatyczną Martą na placu zabaw…

a później bajka- Marianna szybko zasnęła, ale Ola oglądała do końca. tuż przed 22 naszym oczom (i uszom) dał się we znaki pokaz sztucznych ogni (prawdopodobnie element wesela w pobliskim hotelu).

a potem padliśmy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.